niedziela, 25 listopada 2012
Rozdział 2
Gdy, Czarny Loczkowany zobaczył że otwarłam oczy, zostawił Patricka i podbiegł do mnie. Wziął mnie na ręce i wyniósł z baru.
Obudziłam się w jakimś brudnym pokoju, chuj wie gdzie, a wieelkim bólem na całym ciele. . Weszłam do chyba salonu, gdzie siedziało sobie tych samu 5-iu mężczyzn, którzy wczoraj lub już dzisiaj, byli w barze. Kiedy mnie zobaczyli ich rozmowy ucichły.
- Czy ktoś może mi powiedzieć gdzie ja jestem?
- W naszym domu. - Odpowiedział Rudy Prosty. No kurwa jakbym nie wiedziała.
- A konkretniej?
- W Los Angeles.- Tym razem swoją wiedzą popisał się Blond Żyrafowaty.
- Ja pierdolę. Co za dzieci.- Westchnęłam.
- Sory za nich. Przyniosłem Cię tutaj wczoraj, bo nie wiedziałem gdzie mieszkasz. Jesteśmy na Sunset Strip.- Powiedział Czarny Loczkowany.- A tak w ogóle to jestem Slash. A tamte pojeby to Axl, Duff, Steven i Izzy.
- Oh... Ja jestem Kate. A teraz przepraszam, ale muszę wracać do hotelu.- Ło kurwa, skąd u mnie taka grzeczność?
- O nie, sama nie pójdziesz.
- Yyy.. Ale dlaczego?
- Chcesz żeby ten chuj znów cię pobił?- A no tak, właśnie sobie przypomniałam wczorajszą noc.
- Ja cię odprowadzę.- Powiedział bodajże Izzy.
Szliśmy ok. 5 minut, w całkowitej ciszy. Izzy (?) odpalił papierosa i zaciągnął się mocno.
- Skąd jesteś? - Zapytał.
- Z Seattle. A ty?- O matko, jaka błyskotliwa konwersacja.
- Z Lafayette.
Po jakże zaciętej rozmowie, doszliśmy pod hotel.
- Tutaj mieszkam.
- No to do widzenia, kurwa.- Powiedział Izzy gasząc peta. Weszłam do hotelu, i od razu popędziłam do mojego pokoju. W te pędy wzięłam jakieś ubrania i polazłam pod prysznic. Po 15-nastu minutach wyszłam z zaparowanej łazienki i rzuciłam się na łóżko...
Obudziłam się o 21, i poczłapałam do telefonu żeby zamówić kolację do pokoju. Poszłam do łazienki i spojrzałam na lustro. Masakra. Podbite oko, rozcięty łuk brwiowy, szopa na włosach. Trzeba się ogarnąć. Już chciałam przemyć twarz wodą, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. otworzyłam, i odebrałam kolację. Po wpierdoleniu jakże zacnego posiłku, wróciłam do łazienki.
Po chwili patrzenia się na moją osobę, stwierdziłam fakt. Pierdolę idę spać.
sobota, 17 listopada 2012
Bohaterzy:
![]() |
| "I'm on the higway to hell" |
Kate Clark:
Dwudziestoletnia, przybyła z Seattle, piękna brunetka o jasnoniebieskich oczach. Przyjechała do L.A. żeby uciec od kłopotów, znęcającego się nad nią chłopaka, nieprzyznającej się do niej rodziny. Miała nadzieję że tutaj, w Mieście Aniołów, znajdzie pracę, mieszkanie, ułoży sobie życie. Ale myliła się...
"Playin' in the street gonna be a big man some day"
Saul "Slash" Hudson:
Gitarzysta wschodzącego po szczeblach sławy, zespołu Guns N' Roses. Jego zasada to trzy razy "P": Pić, Palić Pierdolić. Pochodzi z Londynu, ale przyjechał do L. A. żeby być najlepsiejszym z najlepszych na świecie gitarzystów.Mieszka w melinie zwanej HellHouse.
" You know where the fuck you are?!"
William Axl Rose:
Jest wokalistą Guns'ów. Wiele fanek tego zespołu dostaje orgazmu na sam jego głos. Lubi czesać swoje długie rude włosy, wściekać się na wszystkich i na wszystko oraz lubi kolekcjonować bandany. Jego głos jest skrzekliwy, aczkolwiek piękny...
" Is this a real life? Is this just a fantasy?"
Czarnowłosy, skryty w sobie chłopak. Nie lubi być w centrum uwagi. Gra na gitarze rytmicznej. A tak poza tym, to nikt nic o nim nie wie.
" So can't ya see me standing here"
Duff McKagan:
Wysoki w chuj blondyn. Gra na basie, jest bardzo opiekuńczy i fajtłapowaty. Do kobiet ma bardzo duży szacunek, jednak do mężczyzn nie zawsze. Na początku jego znajomości, chłopaki z zespołu, myśleli że Duff jest gejem, z racji że miał różowe pasemka. Jest punkiem.
"We come from the land of the ice and snow"
Steven Adler:
Człowiek banan. Cały czas się uśmiecha jak głupi do sera. W przerwie ćpania, palenia, i pierdolenia, lubi czasem powalić w gary. Jest dla chłopaków z zespołu jak druga mama, pierze, gotuje, sprząta, chociaż zdecydowanie nie jest najodpowiedzialniejszy.
" Sheena is a Punk Rocker"
Sheena King:
Kelnerka w Roxy, zaprzyjaźniona z zespołem. Wpadła w oko Duff'owi. Jest wielką fanką Guns'ów i bardzo im kibicuję. Czasem przychodzi do HH, i razem ze Stevenem, wciąga mąkę i cukier puder.
Sory za te białe paski, nie mam zielonego pojęcia z kąd one się wzięły.
" So can't ya see me standing here"
Duff McKagan:
Wysoki w chuj blondyn. Gra na basie, jest bardzo opiekuńczy i fajtłapowaty. Do kobiet ma bardzo duży szacunek, jednak do mężczyzn nie zawsze. Na początku jego znajomości, chłopaki z zespołu, myśleli że Duff jest gejem, z racji że miał różowe pasemka. Jest punkiem.
"We come from the land of the ice and snow"
Steven Adler:
Człowiek banan. Cały czas się uśmiecha jak głupi do sera. W przerwie ćpania, palenia, i pierdolenia, lubi czasem powalić w gary. Jest dla chłopaków z zespołu jak druga mama, pierze, gotuje, sprząta, chociaż zdecydowanie nie jest najodpowiedzialniejszy.
" Sheena is a Punk Rocker"
Sheena King:
Kelnerka w Roxy, zaprzyjaźniona z zespołem. Wpadła w oko Duff'owi. Jest wielką fanką Guns'ów i bardzo im kibicuję. Czasem przychodzi do HH, i razem ze Stevenem, wciąga mąkę i cukier puder.
Sory za te białe paski, nie mam zielonego pojęcia z kąd one się wzięły.
piątek, 16 listopada 2012
Rozdział 1
***Po wyjściu z lotniska złapałam taksówkę. Powiedziałam kierowcy żeby mnie zawiózł do jakiegoś dobrego hotelu, i jak powiedziałam tak zrobił. Po ok. 20 minutach wysiadłam przed wielkim hotelem. Rzuciłam kierowcy jeszcze 20$. Weszłam do hotelu i zakwaterowałam się na czas bliżej nieokreślony, no bo w końcu jeszcze nie wiem ile tu będę. Recepcjonistka dała mi klucz do pokoju 201. Weszłam do windy i nacisnęłam guzik. Chuj wie na jakie piętro. Gdy winda się zatrzymała zaczęłam szukać pokoju z numerem 201. Ja jak to ja szukałam go 30 minut. Po otwarciu wielkich drewnianych drzwi, ujrzałam piękny wystrój pokoju. Beżowe ściany, wielkie łóżko, i co najlepsze pełny barek! Co z tego ze jestem niepełnoletnią dziewczyną? Ja też lubię być zalana w trzy dupy. Za oknem było ciemno, a ja byłam zmęczona podróżą, więc postanowiłam iść spać. Wyciągnęłam czarne, bawełniane spodenki i jakąś bluzkę. Kierunek łazienka. W środku zobaczyłam wielkie pomieszczenie z niebieskimi kafelkami na ścianach. Ohh..,wanna z hydromasażem. Szybko nalałam wody i po chwili delektowałam się gorącą cieczą na moim ciele. Minęło pół godziny i woda zaczęła wystygać. Szybko umyłam włosy i wskoczyłam w pidżamę. Położyłam się na łóżku i już po chwili zasnęłam.
Obudziły mnie promienie na mojej twarzy. Stwierdziłam że już nie zasnę więc podeszłam do mojej torby i wygrzebałam czarną bluzkę z the Rolling Stone, czarne szorty i czerwone trampki za kostkę. Zrobiłam lekki makijaż, przebrałam się i wyszłam z pokoju zamykając go. W hotelowej restauracji zjadłam lekkie śniadanie. Zastanawiałam się gdzie pójść, kompletnie nie znam okolicy. Postanowiłam więc poszukać jakiegoś dobrego baru, z dobrym alkoholem. Wyszłam więc z restauracji i bojowym krokiem przemierzałam ulice. Niedługo potem ujrzałam duży napis RAINBOW. Hmm.. Bar? Oczywiście że tak. Weszłam do środka i ujrzałam jakiegoś plastika stojącego za ladą, więc niechętnie podeszłam.
- Co podać?- Zapytała cycata blondyna.
- Jacka Danielsa.-Jednak gdy zobaczyłam że blondi podaje mi szklankę dodałam szybko.- Ale butelkę.- Cycol spojrzał na mnie tymi wymalowanymi paczadłami jakbym przybyła z kosmosu.-No co?- Nic, nic..- Poszłam z moim trunkiem do najbardziej oddalonego stolika na sali. Rozejrzałam się dookoła, plastiki wszędzie plastiki. No nic , będę musiała to przeżyć. Rozpoczęłam konsumpcję mojego jakże zacnego trunku, gdy przerwały mi śmiechy mężczyzn, którzy siedzieli obok. Rudy Prosty, Czarny Prosty, Czarny Loczkowany, Blond Żyrafowaty, i Blond Bananowaty. O, też piją Jack'a. Poczułam jakże wielką chęć oddania potrzeby fizjoligicznej, więc podążyłam do łazienki. Nic nowego, jak to w barowych kiblach, żule, ćpuny, i obściskujące się pary. Zrobiłam co miałam zrobić, i wróciłam do stolika. Po ok. 40 minutach postanowiłam wracać do hotelu ale poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Okazało się że to mój prześladowca, i jednocześnie były chłopak, Patrick. Zadrżałam ze strachu, a kiedy on to zauważył, uśmiechnął się złośliwie. - Myślałaś że Cię nie znajdę?- Zaśmiał się.- Jesteś moją własnością, więc nie masz prawa uciekać.- Syknęłam z bólu, gdy mocniej ścisnął mój nadgarstek. - Spierdalaj, nie będziesz mi rozkazywał.- Warknęłam, a on na te słowa zaczął mnie bić i kopać na środku baru. Może za dwie minuty później, Partick przestał mnie bić. Podniosłam powieki, i zobaczyłam że Czarny Loczkowany i Blond Bananowaty okładają pięściami Patricka.
czwartek, 1 listopada 2012
Prolog:
Na lotnisku stała piękna, ciemnowłosa dziewczyna. Ubrana była w czarne skórzane rurki, bluzkę z Aerosmith. Na stopach miała 15-dziurkowe glany, a na ramiona narzuciła ramoneskę. Przyjechała do L.A. żeby zacząć nowy rozdział w życiu. Z dala od rodziny i od wszystkich dotychczasowych kłopotów. Miała nadzieje że w Mieście Aniołów zapomni o maltretującym ją chłopaku, od rodziny która jej unikała. W szkole zawsze była popychadłem, obiektem do żartów. Ale teraz niezależna, zbuntowana Kate Clarke miała zamiar podbić świat, tak jak jej mówił, jej zmarły tata. Tylko on ją rozumiał...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






